Czy pamięta Pani moment, w którym poczuła, że „to jest ten czas”, aby zacząć działać na własnych zasadach?
Tak, to był moment bardzo wyrazisty, choć niekoniecznie spektakularny. Po prostu pewnego dnia, pracując jeszcze dla kogoś, zdałam sobie sprawę, że sposób, w jaki chciałabym tworzyć, projektować i pracować z kobietami, nie mieści się już w ramach, które miałam narzucone, że mogę zrobić to lepiej. Byłam młoda, odważna i kompletnie nieświadoma, jak wiele wyzwań przede mną… i to było błogosławieństwo. Uznałam, że jeśli nie spróbuję wtedy, to być może nigdy nie znajdę odpowiedniego momentu. Wzięłam więc głęboki oddech, trochę determinacji, trochę przekory… i otworzyłam własną pracownię. Z perspektywy czasu widzę, że właśnie ta mieszanka odwagi i młodzieńczej beztroski pozwoliła mi ruszyć do przodu bez oglądania się na ograniczenia.
Jak udaje się Pani łączyć działalność społeczną w KGW z prowadzeniem firmy i pracą zawodową?
KGW to dla mnie przestrzeń, w której spotyka się tradycja, energia i kobieca współpraca. To miejsce, które pozwala mi zachować równowagę między intensywną pracą zawodową a życiem społecznym. W firmie działam bardzo konkretnie, planowo i zadaniowo, natomiast w KGW mogę pozwolić sobie na spontaniczność, na działania płynące z potrzeby serca. Te dwie sfery wzajemnie się uzupełniają: praca daje mi strukturę i rozwój, KGW – relacje, poczucie wspólnoty i wiele inspiracji. Gdyby nie to połączenie, mogłabym utknąć wyłącznie w świecie fiszbin, mierzenia i gorsetów albo przeciwnie – wyłącznie w ogrodzie. A tak – jedno równoważy drugie i daje mi ogromny przypływ energii.
Co najbardziej napędza Panią do działania – zarówno jako przedsiębiorczyni, jak i liderki w KGW?
Myślę, że moją siłę można zamknąć w trzech słowach: pasja, przekora i przedsiębiorczość. Pasja – bo kocham tworzyć. Zarówno piękne suknie, jak i piękne przestrzenie w ogrodzie czy wspólne projekty w KGW. Przekora – bo kiedy słyszę „nie da się”, to traktuję to, jak zaproszenie do działania. Przedsiębiorczość – bo ta cecha, mam wrażenie, płynie mi we krwi. Wychowałam się w rodzinie rolniczej, mój dziadek był krawcem, więc dorastałam w świecie ludzi, którzy potrafili zrobić coś z niczego. A kiedy to wszystko połączę z naturalną potrzebą tworzenia, inspiracja do działania pojawia się właściwie sama.
Jakie cechy Pani zdaniem powinna mieć kobieta przedsiębiorcza?
Kobieta przedsiębiorcza powinna mieć odwagę, by stawiać pierwsze kroki, i pokorę, by nie bać się błędów. Powinna być elastyczna, bo życie zawodowe i osobiste rzadko kiedy trzymają się jednego scenariusza, w którym idealnie się równoważą. Musi mieć też zdrową dawkę humoru i dystansu do siebie samej, żeby nie traktować każdej trudności jak końca świata, oraz wytrwałość, bo sukces nie zawsze przychodzi szybko. I najważniejsze: powinna lubić decydować o sobie. To jest fundament przedsiębiorczości – świadomość, że moje życie jest w moich rękach. To właśnie tę umiejętność stwarzania własnych zasad działania, własnych projektów przy jednoczesnym przekonaniu innych, że warto wziąć w tym udział, zainwestować czy promować uważam za główny wyznacznik przedsiębiorczości.
Jak wygląda Pani typowy dzień jako kobiety aktywnej zawodowo i społecznie?
Typowy? Chyba jeszcze takiego nie miałam. Każdy dzień wygląda inaczej, a wspólnym
mianownikiem jest tempo i świadomość, że wcześniej zaplanowane działania na pewno zmienią swoją kolejność. Rano najczęściej zaczynam od pracowni - przymiarki, projekty, organizacja, rozmowa z klientkami. To bardzo intensywny, ale też niezwykle inspirujący czas, bo mamy okazję tworzyć najważniejsze suknie w życiu wielu kobiet. Po południu często przenoszę się do ogrodu, to moja oaza spokoju. Praca z ziemią, roślinami, naturą pozwala mi złapać oddech i nabrać dystansu. A wieczorami i w weekendy przychodzi czas na KGW – spotkania, inicjatywy, wydarzenia, przygotowania. To przestrzeń, która trzyma mnie blisko ludzi, tradycji i wspólnoty. I oczywiście jest też mój kot, który spokojnie przypomina mi, że każdy dzień powinien zawierać choć chwilę błogiego nic nie robienia.
Czy uważa Pani, że KGW mogą być „kuźnią przedsiębiorczości” dla kobiet z obszarów wiejskich?
Zdecydowanie tak. KGW to niezwykła platforma rozwoju – często niedoceniana, a przecież dająca kobietom ogromne możliwości. Uczy współpracy, organizacji, kreatywności, podejmowania decyzji i odpowiedzialności za wspólne działania. To również przestrzeń,
w której można przetestować swoje pomysły w bezpiecznym środowisku. To idealne miejsce, żeby odkryć w sobie siłę, o której wiele kobiet nawet nie wie. A poza tym – gdzie, jeśli nie na wsi, rodzą się najlepsze pomysły? Dla wielu kobiet KGW bywa pierwszym krokiem do uwierzenia we własne możliwości, a to często ważniejsze niż jakiekolwiek kursy czy szkolenia.
Co daje Pani największą siłę do pokonywania trudności?
Siłę daje mi przede wszystkim kontakt z naturą – słońce, ogród, zieleń, przestrzeń. Przypomina, że wszystko w życiu ma swój czas, a po trudnym okresie zawsze przychodzi odprężenie i chwila na oddech. Ogromnym wsparciem są również ludzie wokół mnie – moja rodzina, klientki, zespół, koleżanki z KGW. Często ich wiara w moje działania pojawia się wcześniej, niż moja własna. No i jest mój kot, który nauczył mnie, że każdą sytuację można przetrwać, jeśli tylko znajdzie się czas na krótką drzemkę.
Jak chciałaby Pani, żeby postrzegano kobiety działające w KGW i jednocześnie prowadzące biznes?
Chciałabym, aby widziano w nich kobiety pełne odwagi, samodzielności i mądrości, które potrafią z powodzeniem łączyć różne role. Kobiety zarządzające firmami, tworzące lokalne inicjatywy, pielęgnujące tradycję i jednocześnie wprowadzające nowoczesność. To nie są panie „od ciasteczek” czy „od dekoracji” – to liderki, organizatorki, kreatorki. Osoby, które potrafią zarządzać zespołem, projektami i domem jednocześnie. I warto to głośno podkreślać.
Co chciałaby Pani przekazać innym kobietom czytającym ten wywiad?
Chciałabym powiedzieć, że marzenia nie mają terminu ważności. Można zacząć je spełniać w każdym wieku, w każdych okolicznościach i w dowolnym momencie życia. Warto ufać swojej intuicji, bo ona rzadko się myli. Nie bójcie się działać – nawet małymi krokami. Nie bójcie się zmian, nowych pomysłów, podejmowania ryzyka. I pamiętajcie: energia rodzi się z ruchu, a nie z czekania. Jeżeli czujecie, że coś jest dla Was ważne – idźcie po to. A jeśli ktoś powie, że „nie wypada” albo „nie da się” – uśmiechnijcie się i zróbcie to po swojemu.
Dziękujemy za rozmowę i motywację.